Witajcie robaczki po nie tak znowu długiej, lecz kolejny raz – przerwie. Po raz kolejny próbował będę być nieco kontrowersyjny w swojej tezie (a może i nie – zobaczymy). Ostatni tekst wywołał maleńką burzę, bijąc przy tym rekord wyświetleń. Dla sprostowania – nie chciałem być szowinistyczną świnią – dziś postaram się dać temu dowód. Jeśli kogoś uraziłem – przepraszam. Dzisiaj… no właśnie… czy obrazek i tytuł coś Ci już powiedział? Jeśli nie – chodź ze mną dalej.

O miłości będzie – a jakże. I dziś pastwił się będę nad moim gatunkiem (niektórzy twierdzą, że to podgatunek), czyli płcią brzydszą.

Dlaczego tak? Ano dlatego, że niestety, w większości przypadków – to właśnie my – chłopcy, mężczyźni, faceci, polishboye dostarczamy cierpienia tym, którym jeszcze tak niedawno wyznawaliśmy wielkie uczucia i snuliśmy plany, co do huśtania się w bujanym fotelu i trzymania się za pomarszczone dłonie. Niestety – podkreślam jeszcze raz.

Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego to kobiety „upadają”, czyli cierpią przez nas, facetów – a jeśli to my zostaniemy porzuceni przez kobiety – z reguły cierpienie to jest porównywalne do upierdzielenia się w palec nożem do krojenia chleba? Postaram się to jakoś logicznie wytłumaczyć.

Guzik prawda, że mniej nam zależy lub też, że traktujemy kobiety przedmiotowo jako „postać z dziurkami”, choć pewnie i tacy (anty)przedstawiciele gatunku męskiego by się znaleźli. Guzik też prawda, że nasze uczucia są słabsze lub mniej trwałe. A spójrzcie na dziadka i babcię – i co? On gorzej ją kocha? A może powiesz, że takich mężczyzn jak dziadek już nie ma? Też guzik prawda – oczywiście, że są. I może na niejednego takiego trafiłaś.

Nie od dziś wiadomo i Ameryki przy tym nie odkryję, jeśli powiem, że kobiety są o wiele bardziej emocjonalne. Łatwiej je zdenerwować, są bardziej wrażliwe na nawet drobną krytykę, często nawet na docinkę z sympatii. Wszystko robią bardziej emocjonalnie. I więcej płaczą. I kochają też – bardziej emocjami, niż rozumem.

Ot, weźmy na przykład takie „bycie z draniem”. Na logikę – po co się w coś takiego pakować? Skoro jest draniem to jest draniem i na rozum – jest blee. A kobieta rozstrzaska to inaczej – logikę albo schowa albo przykryje emocjami i dostrzeże w tym draniu małego, przytulaśnego kotka. Często się przy tym nie zawiedzie. I jeśli nazwiemy to przykrywanie logiki emocjami kobiecą intuicją – to może ona rzeczywiście istnieje 😉

Podejrzewam, że facet postąpiłby inaczej. Wziąłby zagadnienie z „kobietą – draniem” na rozum i od razu stwierdziłby coś w rodzaju „to ja dziękuję bardzo”. No chyba, że by wykorzystał – mowa tu oczywiście o naszych (anty)przykładach. Wraz z wykorzystaniem – uczyniłby kobietę – drania jeszcze większą kobietą – draniem. A to drań!

Dobra, do rzeczy – zbudujmy przykład pary. Pary, wydawałoby się wręcz idealnej. Jakieś romantyczne poznanie, randki, kino, kolacyjki, spacery, motyle w brzuchu, gumki w szufladzie. Wiecie o co chodzi…

Mija miesiąc miodowy, nadchodzą kolejne – już mniej słodkie i z jednej strony – konkretnie – Jego strony z tego miodu zostaje co najwyżej musztarda. Miodowa. Decyduje się On na rozstanie. Z rozsądku, z wypalenia, z braku iskry, no nie wiem.

A Ona bidna zakochana. Zupełnie nie rozumie tej decyzji, buntuje się, chce wyjaśnień i jakie by one nie były będą niewystarczające. Oszukał, zdradził, Bóg wie co jeszcze. Najgorszy z najgorszych. Płacze w poduszkę, konsultuje Jego decyzję z przyjaciółkami, które wysłuchując i tak zmienionego dziesięć razy cytatu z ich „rozstaniowego dialogu” doszukują się coraz to nowych den.

A On w tym czasie co? Kobiety w tym momencie myślą „pewnie dobrze się już bawi”. Guzik prawda po raz kolejny.

Macie rację – raczej nie wyje w poduszkę i raczej sytuacja ta nie powoduje u niego problemów z przyjmowaniem pokarmów czy spaniem. Ale do cholery – nie jest obojętny. Jest mu przykro, bo ma świadomość tego, że skrzywdził (choć z tyłu głowy jakiś diabełek podpowiada, że jak Jej już minie to minie jej bardziej, niż Jemu), zastanawia się czy postąpił słusznie. I też kuźwa tęskni. Choć niemal nikt nigdy się do tego nie przyzna. Aż takimi skałami nie jesteśmy, żeby nie tęsknić za kimś, z kim w grę wchodziły uczucia. Uwierzcie.

I mógłby w tej tęsknocie postąpić emocjonalnie i wszystko cofnąć – część nawet tak robi. Nie zawsze się to udaje bo damska emocjonalność podpowiada, że nie są to prawdziwe uczucia i „teraz to sobie możesz…”

Oprócz widocznej chyba i gołym okiem różnicy w emocjonalnym i mniej emocjonalnym podejściu jest jeszcze jedna – właściwie związana z powyższą różnica – ociupina dystansu. I my, faceci ją mamy.

Właściwie trudno powiedzieć skąd ona się u nas bierze. Może genetycznie, może z wciskania nam, że kobiety to są istoty złe, niedobre i mogą porzucić, więc, żeby nie cierpieć lepiej ją mieć a może skądś indziej jeszcze. Po prostu ją mamy.

I po raz kolejny powtórzę – nie znaczy to, że kochamy mniej, po prostu ona gdzieś jest. I nie jest żadną blokadą, co do uwydatniania uczuć czy ich wzrostu. Jest sobie gdzieś – niczym szpara w pomiędzy deskami w ścianie stodoły (takie mi się skojarzenie nasunęło, wybredne).

Kobiety tej ociupinki często nie mają w ogóle lub zatracają ją w okresie „miodowym” bo przecież gorzej to już chyba być nie może. Może to właśnie to Je gubi? Może to przez to te płacze i żale?

Dobrze jednak umiejętność stworzenia sobie takiej niemej luki na dystans wyrobić. Coby wzloty miłości nie kończyły się wprost proporcjonalnymi do nich upadkami. Szkoda życia. A jeśli już stanie się tak – to pamiętajcie – oprócz Ciebie i tego, który Cię do tego upadku skłonił – są też inni. I prędzej czy później dostrzeżesz ich. Jeśli nie – Oni dostrzegą Ciebie i nie pozwolą długo leżeć po takim upadku.

A w ogóle to życzę Wam, żeby ta cała umiejętność dystansu okazała się być nieprzydatna i jak cicho siadła, tak i została w kącie już na zawsze 😉

Wasz Kurka.

 

 

 

 

  • Xyz

    A co jeśli kobieta ma ze sobą „ogon” w postaci dzieci/dziecka? Jak ma kogos znaleźć? Kto w tych czasach świadomie przyjmie kobietę z cudzym dzieckiem albo dwójka?

    • http://www.oczymakury.pl Rafał_oczymakury.pl

      Nie za bardzo widzę związek między tekstem, a pytaniem ale odpowiem – myślę, że jeśli uczucie jest prawdziwe to nie jest to przeszkodą. Owszem… to jest trochę tchórzostwo i lęk przed odpowiedzialnością w jakiś sposób, pewnie i jeszcze jakieś elementy typu strach przed finansowaniem „obcego” dziecka itp. Nie mniej jednak myślę, że jeśli w grę wchodzi prawdziwe uczucie to nie ma w nim miejsca na rozterki tego typu – w innym przypadku zero jaj, zero odpowiedzialności, więc w gruncie rzeczy – słaba partia.