Bóg nigdy nie mruga, ale czasem puszcza oko

Posted on

Wybaczcie kolejną dłuższą przerwę ale spowodowana ona była sprawami osobistymi, zaraz wyjaśnię szerzej co mam na myśli i zarazem przejdę do rzeczy.

W poprzednim wpisie, który pobił chyba wszelkie rekordy tego bloga od początku jego istnienia na jakiejkolwiek platformie, czyli od 2010 roku, zastanawialiśmy się nad potrzebą i pragnieniem miłości wśród cierpiących i umierających w hospicjach, szpitalach, domach opieki, także wśród zwyczajnych ludzi, żyjących obok nas, naszych sąsiadów, znajomych, Pań z mięsnego i rybnego, Panów cieciów, taksówkarzy i strażników miejskich. Oni wszyscy pragną być kochani, a u progu przejścia do tego drugiego wymiaru potrzebują tego najbardziej na świecie i nic i nikt nie jest im w stanie wówczas tego zastąpić. To było ostatnio.