Kończy się, w średnio pięknej aurze 2016 rok. Czas więc, pomiędzy buszowaniem na poświątecznych wyprzedażach, gotowaniem rosołu, a szukaniem krzyża i kropidła na kolędę jakoś podsumować ten rok. Materialnie, naukowo, „miłośnie”, ale myślę, że warto podsumować go i w pewien sposób duchowo. W tym ostatnim trochę chcę Wam pomóc. Nie wiem czy jestem godzien poruszać tak, dla niektórych, abstrakcyjne tematy ale postaram się zrobić to oscylując pomiędzy ziemskim twardym realizmem, a niebiańskim „fanatyzmem”. Może to przetrwacie i nie odlubicie tego bloga 😉

Czy Bóg istnieje?

To właśnie jest największa zagadka i tak naprawdę chyba nie ma na świecie choć jednej osoby, która nie poświęciła w swoim życiu choćby sekundy na zastanowienie się nad tą kwestią. Czy, a jeśli tak, to jaki On jest?

Już w poprzednim wpisie nieco nakreśliłem Wam mój punkt widzenia, z resztą tajemnicą nie jest mój punkt widzenia bo ja akurat bardzo ale to bardzo wierzę, a nawet pewien jestem całym sercem, że On jest. Jest i działa. Na przeróżne sposoby, w przeróżnym czasie i miejscach. Po prostu jest. I jest dokładnie taki, jak przedstawia się w Piśmie Świętym. „Jestem, który jestem” – to chyba najwłaściwsza definicja i najpiękniejsze imię, jakim sam Bóg kiedykolwiek siebie opisał. Stanowi jednocześnie pytanie, ale i odpowiedź. Pełne jest wątpliwości ale i daje nadzieje. Zabiera pewność, jednocześnie nam ją przywracając. Bo właśnie taki jest Bóg.

I tak jak napisałem ostatnio – możemy przeróżnie go postrzegać i przeróżnie nazywać. Może być on zbiegiem okoliczności i zapewne bardzo często jest, może być czystym przypadkiem i zapewne i tak się ukazuje, może być bardzo zły ale i bardzo dobry. Łącząc spojrzenie wierzącego z nauką może nam się nieco pokręcić ale z całą pewnością nie pokręci nas do tego stopnia, by z całą, milionowo procentową pewnością odrzucić jakiekolwiek myśli i jakiekolwiek wątpliwości.

Więc jaki jest?

Najprościej i najbardziej właściwie, używając przy tym nieco dyplomatycznego sformułowania powiem Wam, że Bóg jest dokładnie taki, jakiego Go dla siebie przyjmujemy. Wiem, wiem… może się wydawać, że ta dyplomacja ma znamiona herezji i ktoś mógłby już zbierać drwa na stosik dla mnie za głoszenie takiej teologii ale postaram się na swój chłopski rozum to dalej rozwinąć. Na razie zostańmy przy tej myśli.

Dlaczego Bóg karze dobrych ludzi?

Karze? A co mamy na myśli, mówiąc „karze”? Nie trudno się domyślić… Jak wiecie, a jeśli nie wiecie – powiem Wam – oprócz pisania bloga i obijania się, pracuje także jako organista w niewielkiej, choć i nie najmniejszej parafii na Lubelszczyźnie. W takiej parafii, jak w każdej zdarzają się pogrzeby. Pogrzeby ze swej natury są smutne, czasem jednak bywają i wypełnione modlitwą z nienawiścią w sercu. Nienawiścią choćby i do Boga. Dlaczego?

No właśnie… dlaczego… to jest to pytanie, które zadają sobie rodziny zmarłych w tragicznych okolicznościach, po ciężkiej chorobie, po cierpieniach, osierocając małe dzieci, zostawiając małżonków czy partnerów u szczytu ich miłości, odchodząc wtedy, kiedy z ludzkiego punktu widzenia najbardziej ich potrzebujemy. I nienawiścią obrywają w takich okolicznościach różni ludzie – lekarze, małżonkowie, rodzina, rodzice, obrywa się często i księdzu, zdarzy się oberwać grabarzowi czy organiście – najbardziej w tym wszystkim obrywa się Panu Bogu. Wszak jeśli chcemy katolickiego pogrzebu – znaczy, że wierzymy lub, że ta zmarła osoba wierzyła. Jeśli wierzyła lub jeśli my wierzymy to DLACZEGO On to zrobił? Dlaczego na to pozwolił? Dlaczego jest tak okrutny i tak strasznie nas skrzywdził? Dlaczego?

Chciałbym wyręczyć teologów, księży, biskupów, purpuratów, wreszcie papieży i móc być upoważnionym do udzielenia choć częściowej odpowiedzi. Każdy z nich by chciał. Na tak postawione pytanie ze słowem DLACZEGO nie ma bowiem odpowiedzi. Tutaj jej nigdy nie znajdziemy. Wszystko okaże się dopiero po drugiej stronie. I tam jak niewidomi odzyskamy wzrok, jak głusi usłyszymy i jak chromi będziemy mogli iść. Bez lęku i strachu, w nadziei, bez głupich pytań i żalu. Prosto przed to najbardziej tajemnicze i najbardziej pożądane tu oblicze. Tam nie będzie już żadną tajemnicą. Jak w kolejnym fragmencie mówi Biblia – takim, jaki jest. Tego, który jest tym, którym jest.

Gdzie więc szukać Boga?

Wczoraj zacząłem oglądać dość kontrowersyjny serial „Młody papież”. Kontrowersyjny dlatego, że najchętniej udostępnianą sceną z tego serialu była scena, w której papież z balkonu bazyliki św. Piotra mówi o wolności kobiet, prawie do zabijania nienarodzonych, eutanazji i powszechnej masturbacji dla wszystkich jako o nowych prawach wiary. Oczywiście po obejrzeniu tej sceny można zwątpić we wszystko i uznać, że serial ten to dno z dna i muł z mułu bo obraża wszelkie uczucia religijne i jest złem wcielonym. No nie do końca tak jest… Polecam ten serial zwłaszcza tym, którzy potrafią połączyć zdrowy rozsądek z wiarą i ustawić je w miarę równo na szali swojego postrzegania świata. Mam nadzieję, że i ja tak potrafię, mimo tego może kaznodziejskiego tonu.

I właśnie w serialu tym poniekąd pada odpowiedź – to tak z czysto codziennej perspektywy, z perspektywy ludzi wierzących tę odpowiedź powinniśmy znać już z dawien dawna. Bóg najsilniej działa i przebywa w drugim człowieku. Każdym drugim człowieku. Czasem uwielbiany i kochany najbardziej na świecie, czasem wyśmiany i opluty przez wszystkich. Taki jest Bóg. Dokładnie taki. Nie bez przyczyny życzyłem Wam otwartości na ludzi, umiejętności bezinteresownego uśmiechu i większej dozy zaufania do innych jako bliźnich. Można powiedzieć, że drudzy ludzie – niczym Bóg czasem zabierają nam to, a czasem i tych, których kochamy najbardziej na świecie. Złodzieje, gwałciciele, mordercy. Znów głoszę herezję mówiąc, że są obliczami Boga, prawda? Ale chyba są. Bo mimo naginania swojej wolnej woli i wykorzystywania jej w taki sposób są ludźmi, a więc stworzeniami na Jego podobieństwo. I prócz sądów i praw nie mamy prawa czysto obiektywnie ich oceniać. Tę najpełniejszą ocenę dostaną po swoim przejściu, dostanie ją każdy z nas. I rozliczeni będziemy bardzo dokładnie ze wszystkiego, co w życiu zdarzyło się nam zrobić, nawet, jeśli to była „zbrodnia idealna”. Nie na tyle idealna, by w oku tej największej kamery przemysłowej wszechświata jej nie dostrzec.

Ale dziś bredzę, co? Może i bredzę, ale może nie. Może się nam wydawać, że najsilniej będziemy rozliczani z ilości odmówionych modlitw, z uczestnictwa we Mszach Świętych czy innych okolicznościowych nabożeństwach. Pewnie będziemy. Ale chyba nie to będzie tam istotą naszych „gorących krzeseł”. Istotą będzie nasza postawa wobec drugiego człowieka – to chyba też najczęściej słyszę przy okazji pogrzebów podczas homilii. Ale to święte a i mam nadzieję prorocze słowa. Postawa, miłość, empatia, współczucie – to kształtuje nas jako ludzi, a jeśli kształtuje nas jako ludzi to także jako odbicia Boga. I jeśli to odbicie jest choć trochę podobne – przechodzimy dalej i wygrywamy, jeśli jest szpetne… pokutujemy albo przegrywamy wszystko, co możemy przegrać. Warto? Serio?

Miłosierdzie jest przecież i jest przecież niezgłębione…

Owszem, jest. Ale chyba nie na tyle niezgłębione by wybaczyć łakomienie się na to miłosierdzie z premedytacją przez całe życie. Serio chcielibyście spotkać po drugiej stronie największych skur…. tego świata i powiedzmy zasiąść z nimi do jednej wigilii obok siebie? Wątpię… Nieprawdaż?

Nie bój się więc. Spójrz w oczy drugiego człowieka z miłością i miłosierdziem. Zobaczysz w nich oczy samego Boga. Patrząc w te oczy naprawdę lepiej się żyje i lepiej znosi się wszelkie trudy codzienności. Chociaż spróbuj… Możesz zacząć i od serialu… Możesz zacząć od wizyty w swoim kościele i spojrzenia na choinki i betlejemską stajenkę, możesz zacząć od otwarcia drzwi chodzącemu po kolędzie księdzu, możesz zacząć od prośby o poświęcenie kranówki podczas tej kolędy. Tylko spróbuj… Kto szuka i chce szukać, ten zawsze znajdzie. Szczęśliwego Nowego Roku! Niech będzie lepszy i niech da Wam siłę, która tak często, tak bardzo i w tak dużych ilościach jest potrzebna. Niech z takim samym, albo i większym niż dziś uśmiechem spotkamy się i za rok, a tym czasem – do stycznia! 😉 Udanej zabawy sylwestrowej! Pamiętajcie i o mnie wznosząc toasty! 😉

Blog na facebooku – polub, by być na bieżąco